
Wycieczka motocyklowa na śledzika
Wycieczka motocyklowa na śledzika miała być tylko krótką lotką. Spotkanie u Araba pod garażem o 11.30, później Nowe Warpno na Leszcza, a co dalej, to się zobaczy. Plan był więc prosty, bo im mniej szczegółów, tym mniejsze ryzyko, że coś pójdzie niezgodnie z planem.
Na czacie pojawiło się kilka wersji wyjazdu. Wersja podstawowa zakładała Nowe Warpno i Święto Leszcza. Jeżeli Łojek pojedzie, powrót miał prowadzić na Płonię na Templariuszy. Jeżeli nie, zawsze zostawały Niemcy, lody, market i inne atrakcje ustalane na miejscu. Najważniejsze, że każdy miał pamiętać o „prawku” i dowodzie rejestracyjnym. Czyli trasa niepewna, dokumenty obowiązkowe.

Ostatecznie pojechali Arab, Jucha z Agą, Łojek z Ań, Grifon i Kamyk – tych dwóch ostatnich coś przeczuwało… ale o tym później.

Najpierw trzeba było dojść do formy
Kamyk przed wyjazdem prowadził własne przygotowania. Po ciężkim treningu ostatecznie doszedł do formy i czekał u Araba, więc ten najważniejszy etap wyprawy można było uznać za zaliczony. Reszta ekipy też dotarła i można było ruszać. Dokąd dokładnie, tego nadal nikt nie był całkiem pewien, ale najwyraźniej nikomu to nie przeszkadzało.
Na jednym ze zdjęć Grifon pojawił się bez kamizelki, więc na czacie od razu został zauważony jako przyszły kandydat na Prezydenta. Wtedy był to jeszcze żart. Dzisiaj wiadomo, że koledzy mieli całkiem dobre rozeznanie, bo Grifon jest już jak wiemy obecnym Prezydentem, a Kamyk zastępcą prezydenta Blue Knights Poland VI.

Plan sam się układał
Ta wycieczka miała kilka możliwych tras, ale żadna nie została potraktowana z przesadną powagą. Najważniejsze było, żeby jechać razem, zrobić trochę kilometrów i zatrzymać się tam, gdzie będzie warto. Nowe Warpno rzeczywiście pojawiło się na trasie, a zdjęcia pokazują, że czasu na postoje i wspólne fotografie też nie zabrakło.

Po drodze było dokładnie to, czego brakowało od dawna, Wiatr we włosach, motocykle i droga. Bez pośpiechu, bez pilnowania zegarka i bez nerwowego sprawdzania nawigacji co kilka kilometrów. Jeżeli trasa się zmieniała, to po prostu stawała się trasą alternatywną. Brzmi profesjonalnie i nie wymaga tłumaczenia, kto skręcił nie tam, gdzie trzeba.
Po powrocie wszyscy byli zgodni, że takich krótkich i spontanicznych lotek ostatnio brakowało. Kiedyś na śledzia, innym razem na gofra. Cel był sprawą drugorzędną, bo najważniejsze jest dobre towarzystwo i chęć, żeby znów gdzieś się razem ruszyć.

Takie wyjazdy nie potrzebują szczegółowego scenariusza. Wystarczy wiadomość na czacie, godzina zbiórki i ludzie, którym chce się jechać. Więcej naszych motocyklowych historii znajdziecie w relacjach z tras. A jeśli znów padnie hasło „na śledzika”, lepiej po prostu zatankować motocykl i być gotowym.
Więcej zdjęć i bieżących informacji znajdziecie na naszym Facebooku.
Blue Knights Poland VI
Ride with Pride
0 komentarzy